Premiera 2006/2007
Musimy się z tym pogodzić, że miłość wplata się w los.
Jeśli los nie rozczepi miłości, odnoszą zwycięstwo ludzie.
Lecz nic poza tym – i ponad to także nic.
Tu są granice człowieka.

Karol Wojtyła
Przed sklepem jubilera

osoby:

Teresa - Mariola, Ewelina
Anna - Ola Z., Monika
Adam - Gracjan
Stefan - Marcin
Monika - Ola K.
Krzysztof - Bartosz
Chór - Karina, Paulina,
 Beata B., Julita, Beata R.
Ktoś - Dominika
Jubiler – Agnieszka

cz. II
OBLUBIENIEC


ANNA
Patrząc w wydarzenia ostatnich dni
musiałam być roztrzęsiona.
Musiałam w nie patrzeć z goryczą.
Gorycz jest smakiem potraw i napojów,
jest także smakiem wewnętrznym – smakiem duszy,
która doznaje zawodu albo rozczarowania.
Smak ów wchodzi we wszystko, co wypada nam
czynić, mówić lub myśleć, przenika nawet nasz uśmiech.

Czy naprawdę doznałam zawodu i rozczarowania?
Może to tylko zwyczajny bieg rzeczy
zdeterminowany historią dwojga ludzi?
Tak właśnie usiłuje to wytłumaczyć Stefan,
wyznałam mu bowiem natychmiast
pierwszy żal, jaki we mnie narósł.
Stefan słuchał, ale nie odczułam,
aby przejął się tym, co mówiłam.
O to żal jeszcze się powiększył.
Już mnie nie kocha – musiała pomyśleć –
skoro nie reaguje na mój smutek.

CHÓR
Już jej nie kocha –
skoro nie reaguje na jej smutek.


Jakbym już odwykła od ścian mego wnętrza –
tak bardzo były one pełne Stefana,
że bez niego wydawały się puste.
Czyż nie jest to rzeczą zbyt straszną
tak skazywać ściany swego wnętrza
na jedno tylko mieszkańca,
który może wydziedziczyć mnie samą
i jakoś pozbawić w nim miejsca!

CHÓR
Pozostawił ją z raną ukrytą,
myśląc pewnie: „to jej samo przejdzie”.

CHÓR
Bo czyż miłość ma być kompromisem?
Czy nie winna wciąż rodzić się z walki
o miłość drugiego człowieka?

ANNA
Czy jednak w końcu przebaczę?
Czy pęknięcie raczej się utrwali?
Cicho było w dziecięcym pokoju:
- w dusze dzieci jeszcze nie przeszło
to pęknięcie naszej miłości,
które ja już czułam tak dotkliwie.

KTOŚ
Spotkałem tę kobietę tutaj drugi raz.
Przechodziła obok sklepu starego jubilera.
Okiennice były już zamknięte i drzwi ściągnięte na kłódkę.
Jubiler kończy pracę o godzinie dziewiętnastej
i wychodzi.
Pracując przez cały dzień może sobie nie uświadamia,
jak głęboko jego rzemiosło wdziera się w życie człowieka.
Teraz sklep jubilera jest zamknięty.
Twarze przechodniów ukrywają się w mroku wieczoru.

CHÓR
Teraz sklep jubilera jest zamknięty.
Twarze przechodniów ukrywają się w mroku wieczoru.


ANNA
Przechodziłam tędy wielokrotnie.
Była to moja droga codzienna do pracy
(do pracy chodzę „na krótsze”)
Dawniej jednak nie zwracałam uwagi
na ten sklep.
Lecz od czasu,
gdy pęknięcie naszej miłości stało się faktem,
patrzyłam nieraz na złote obrączki
- symbole ludzkiej miłości i „wiary małżeńskiej”.
Pamiętam, jak ongiś przemawiał ów symbol,
kiedy miłość była czymś bezspornym,
strunami serc.

Pomyślałam wtedy o obrączkach,
które wciąż nosimy na palcach
oboje: Stefan i ja.
Więc pewnego razu wracając z pracy
i przechodząc obok sklepu jubilera,
pomyślałam, że można by sprzedać
z powodzeniem tę moją obrączkę

Jubiler obejrzał robotę, ważył pierścień
długo w palcach i spoglądał
mi w oczy. Przez chwilę czytał
wypisaną wewnątrz obrączki
datę naszego ślubu.
Znów patrzył w moje oczy, kładł na wagę...
potem powiedział: „Obrączka ta nic nie waży,
waga stale wskazuje zero
i nie mogę wydobyć z niej
ani jednego miligrama.
Widocznie mąż pani żyje –
wtedy żadna obrączka z osobna
nic nie waży – ważą tylko obie.
Moja waga jubilerska
ma tę właściwość,
że nie odważa metalu
lecz cały byt człowieka i los”.
Odebrałam pierścień zawstydzona
i bez słowa już wyszłam ze sklepu
- myślę jednak, że on patrzał za mną.

KTOŚ
Stary jubiler nie chciał odkupić obrączki,
która stała się jej niepotrzebna.
Więc widziałem wiodąc tę rozmowę,
odkąd dokąd sięga ludzka miłość
i jakie ma brzegi urwiste.
Kiedy ktoś się osunie po takim brzegu,
bardzo trudno mu wrócić
i błąka się sam poniżej swej drogi.

CHÓR
Odkąd dokąd sięga ludzka miłość
i jakie ma brzegi urwiste.

ADAM
Dlaczego pragniesz tutaj sprzedać swą obrączkę?
co chcesz zerwać tym gestem? – twoje życie?

CHÓR
Czyż nie sprzedaje się życia co chwilę?
czy nie zrywa się życia całego
w każdym geście?
Ale cóż z tego? Nie w tym rzecz, by odejść,
wędrować w ciągu dni, miesięcy, nawet lat –
rzecz w tym, by wrócić i na dawnym miejscu
odnaleźć siebie.

Życie jest przygodą,
a równocześnie ma swoją logikę
i konsekwencję –
zatem nie wolno pozostawiać myśli
i wyobraźni z sobą sam na sam!

ANNA
Więc z czym mam zostać?

ADAM
Myśl – oczywiście – że masz zostać z prawdą.

ANNA

A potem jeszcze raz powtórzył,
że tą ulicą pójdzie Oblubieniec
już wkrótce.
Ta wiadomość, usłyszana po raz drugi,
już nie tylko mnie zafascynowała,
lecz wzbudziła nagle mą tęsknotę.
To tęsknota za kimś doskonałym,
za mężczyzną stanowczym i dobrym,
który będzie inny od Stefana,
inny, inny –
i wraz z poczuciem tej nagłej tęsknoty
sama poczułam się inna i młodsza.
Chyba nawet zaczęłam biec
przypatrując się pilnie mijanym mężczyznom –

Pierwszy z nich, o którego się otarłam, nie
odwrócił nawet wzroku w moją stronę. Szedł najwyraźniej
zamyślony. Może myślał o swoich interesach. Mógł być
na przykład dyrektorem firmy lub pierwszym księgowym
wielkiego przedsiębiorstwa. Nie odwracają więc głowy
powiedział tylko „przepraszam”.

Przepraszam.

Nie usiłowałam go zatrzymać, byłam jednak gotowa
zwrócić na siebie jego uwagę. Nie wiem, jak to się stało,
że teraz byłam gotowa zwracać na siebie uwagę każde
każdego mężczyzny. Może to było proste odbicie tęsknoty,
ale doszłam do przekonania, że nikt nie może odebrać mi tego prawa.

CHÓR
To wlaśnie zmusza do myślenia o ludzkiej miłości. Nie ma sprawy, która bardziej niż ona leżałaby na powierzchni życia, i nie ma też sprawy, która bardziej od niej byłaby nieznana i tajemnicza.

Rozbieżność pomiędzy tym, co leży na powierzchni, a tym, co jest tajemnicą miłości, stanowi właśnie źródło dramatu.

Powierzchnia miłości ma swój prąd, prąd szybki, migotliwy, łatwo zmienny. Kalejdoskop fal i sytuacji tak pełnych uroku. Prąd ten jest czasami zawrotny tak, że porywa ludzi, porywa kobiety i mężczyzn. Porwani myślą, że wchłonęli całą tajemnicę miłości, a tymczasem nawet jej jeszcze nie dotknęli. Są przez chwilę szczęśliwi, bo mniemają, że dotarli do granic egzystencji i wydarli wszystkie jej tajniki, tak że nie pozostało już nic.




CHÓR
Są przez chwilę szczęśliwi, bo mniemają, że nie zostało już nic.

CHÓR
Tak właśnie: po drugiej stronie tego uniesienia nie pozostaje nic, poza nim jest tylko nic.



ANNA
Drugi przechodzień spotkany zareagował inaczej.
Kiedy spojrzałam mu w twarz, zauważył mój wzrok
i przystanął. Odebrał spojrzenie, podszedł dwa kroki
w moją stronę i powiedział: „chyba widziałem panią już kiedyś”...

CHÓR
Miłość to nie jest przygoda. Ma smak całego człowieka.
Ma jego ciężar gatunkowy. I ciężar całego losu. Nie może
być chwilą. Wieczność przechodzi przez nią.
Odnajduje się w wymiarach Boga, bo tylko On jest wiecznością.


CHÓR
Człowiek wychylony w czas. Zapomnieć, zapomnieć. Być tylko chwilę, tylko teraz – i odciąć się od wieczności. Wziąć wszystko w jednej chwilii wszystko zaraz utracić. Ach, przekleństwo chwili następnej i wszystkich następnych chwil, w ciągu których będziesz poszukiwał drogi tej, która minęła, aby ją mieć znów na nowo, a przez niąwszystko.

ADAM
Popatrz tam. To są głupie panny. Śpią one, a lampy leżą z boku oparte o mur.
Tobie się zdaje, że one śpią w tych niszach, ale właściwie i one również idą ulicą. Chodzą w letargu – tkwi w nich jakaś uśpiona przestrzeń. Ty teraz czujesz tę przestrzeń w sobie, bo ty również miałaś zasnąć. Przyszedłem cię obudzić.

CHÓR
Ty również miałaś zasnąć. Przyszedłem cię obudzić.

ADAM
Zdaje mi się, że zdążyłem na czas.

ANNA
Po co mne zbudziłeś, po co?

ADAM
Ach, Anno, jak mam ci tego dowieść, że po drugiej
stronie wszystkich tych naszych miłości, które wypełniają
nam życie – jest Miłość! Oblubieniec idzie tą ulicą i chodzi każą z ulic!
Jakże mam ci dowieść tego, że jesteś oblubienicą. Trzeba by teraz
przebić jakąś warstwę twojej duszy, tak jak przebija się warstwę
poszycia i gleby poszukując źródła wody pośród zieleni lasu.
Słyszałbyś wtedy, jak mówi: umiłowana, nie wiesz, jak bardzo należysz
do mnie, jak bardzo jesteś własnością mojej miłości i mego cierpienia
- bo „miłować” znaczy dawać życie poprzez śmierć,
„miłować” znaczy wytryskać zdrojem wody żywej
w głębinach duszy, która się pali lub tli, a spłonąć nie może.
Ach, płomień i zdrój! Nie czujesz zdroju, a płomień cię trawi. Prawda?

ANNA
Boję się.

CHÓR
O głupia, głupia kobieto, zbudzona, by dalej spać.


ADAM
Boisz się miłości. Czy doprawdy boisz się miłości?

ANNA
Tak. Boję się. No, czego mnie dręczysz! Ten człowiek
miał oblicze Stefana. Ja boję się tego oblicza.

CHÓR
1. Oto przerwa świateł i przerwa słów,
nie przerwano myśli dramatu.
Ludzie zostają ci sami.
Rozszczepia ich los,
on sprawia, że się wymieniają,
nie tworzą jedności.
2. Lampy nisko świecą w chodniku ulicy
- czy wyczerpała się w nich oliwa?
To nie olejem karmi się płomień,
lecz wodą deszczową -
pada deszcz, chodniki mokną i jezdnia.
3. Panny głupie, o panny głupie,
z wody nikt nie wykrzesze płomienia!
(Stopy ludzkie od wilgoci ochrania obuwie.)
4. Niech odstąpią złudzenie i fikcja:
nikt nie przeszedł, światła nie zabrano.
Wszystko było tak samo, jak jest.
Deszczem karmi się zieleń
- drzewa nie rdzewieją dotychczas.
Mokre włosy Anny i ramię Stefana
i płaszcz –
5. To było. Nikt mu nie każe powracać.
Mokre włosy bo wiosna lub jesień. Nie płacz!
Nie jesteś wolny, nie jesteś inny
- tylko deszcz na ukos.
6. A knoty piją oliwę,
a woda pije płomień,
a kamień wody nie pije
- nie pije – nie pije –
lecz woda wypiła płomień
i lampy zgasły.
7. Dwie lampy zgaszone.
Jedna drugiej nie dała płomienia.
Jedna drugiej nie dała oliwy.
Nie dała knota.

Nie dał knota,
nie dała
- dwie lampy – i deszcz.
8. Zmrok zapada, a On przyniósł światło.
Przyniósł i przeniósł.
I chciał się stać tobą i mną,
nim i nią.
Lecz przeszedł.
Któż wie, która teraz godzina?
9. To ja. To ja. Ramię Stefana słabe
i włosy Anny wyschły. I oczy...

ANNA
Gdy się ocknęłam z widzeń moich i rozważań,
wciąż jeszcze stałam na tym samym miejscu.
Sklep jubilera po dawnemu był zamknięty.
Przypominam sobie wyraz jego oczu,
które wypowiadały niezależnie od słów taki rozkaz:
nie wolno ci nigdy być poniżej tego, co widzi mój wzrok,
nie wolno ci opadać w dół, skoro ciężar twojego życia
moje muszą wykazać wagi.
Gdy potem biegłam pełna ukrytej nadziei
w stronę zapowiedzianego mi magle Oblubieńca,
zobaczyłam oblicze Stefana.
Czy On musi mieć dla mnie tę twarz?
Dlaczego? Dlaczego?

CHÓR
Miłość to nie jest przygoda. Ma smak całego człowieka.
Ma jego ciężar gatunkowy. I ciężar całego losu. Nie może
być chwilą. Wieczność przechodzi przez nią.
Odnajduje się w wymiarach Boga, bo tylko On jest wiecznością.
 


Karol Wojtyła
Przed sklepem jubilera
cz. III
DZIECI
 


TERESA
W tym dniu, kiedy Krzysztof powiedział mi o Monice,
jakbym szukała umyślnie nowych ulic i okrężnych dróg.
Musiałam przecież pomyśleć nad słowami mojego syna
i szukać dla nich w sobie klimatu serca.

Wiedziałam o niej już dawniej. Była jedną
z koleżanek Krzysztofa na studiach. Wiedziałam także,
że Krzysztof interesuje się tą dziewczyna.
Widziałam ja kilka razy – było to dziecko nieśmiałe
i delikatne. Czyniła na mnie wrażenie
istoty w sobie zamkniętej, której właściwa wartość
tak bardzo ciąży do wewnątrz, że wręcz przestaje
docierać do innych ludzi. Czy jest to wartość prawdziwa?

Myślałam, więc o Monice pośród nieznanych ulic,
lecz stale widziałam Krzysztofa. Myślenie o nim
stało się dla mnie czymś bliskim tak samo jak moje istnienie.
Przedrążyło sobie tyle ścieżek w mej świadomości,
że skądkolwiek zaczynała się myśl,
na jedna z nich musiała natrafić.
W tej chwili jestem (chyba) przed sklepem jubilera.
I nagle stanęło mi w oczach jakby zwierciadło,
w którym odbiły się kiedyś losy Andrzeja i mój.
Staliśmy długo na progu. Był wieczór w październiku.
Obrączki ślubne leżały przed nami na wystawie.
Potem widzieliśmy je na palcach naszych rąk.
Była w tym jakimś zwierciadle nasza najbliższa przyszłość.
Ludzie życzliwi wchodzili przez ścianę tego widzenia,
słyszeliśmy ich rozmowy – i więcej jeszcze: ich myśli.
A my oboje z Andrzejem z pomocą dwóch złotych obrączek
stajemy się jednością –
Dotąd tylko czytamy w zwierciadle,
zwierciadle dalej jest niewiadoma.

Nie było na świecie Krzysztofa, który się począł we mnie.
A dalszy los Andrzeja, historia tej naszej jedności,
To wówczas nie znane już teraz stało się ciałem.
Gdy Krzysztof ukończył dwa lata, Andrzej odjeżdżał na front.
Wziął dziecko i długo przygarniał, nim drzwi się za nim zamknęły.
To było widzenie ostatnie – i Krzysztof ojca nie zna.
Nasza jedność została w tym dziecku, nic więcej.
Krzysztof rósł,
Andrzej nie umarł we mnie, nie zginął na żadnym froncie,
nie musiał nawet powracać bo jakoś jest.

Nie masz pojęcia, mój mężu, jak straszny to jest lęk,
który graniczy z nadzieją i co dzień w nią się wdziera.
Nie ma nadziei bez lęku i lęku bez nadziei.
A Krzysztof rósł – i widziałam w nim coraz bardziej ciebie.
Nie wychodziłam więc z kręgu twojej przedziwnej osoby,
której oddałam siebie i już nie mogłam odebrać.
Ty nawet nie przychodzisz, nawet się nie fatygujesz.
Po drugiej stronie zwierciadła jubiler dobierał obrączki.
Po drugiej stronie zwierciadła rozszczepił się nasz los
- została przecież jedność.

Krzysztof, Krzysztof mówił mi dziś o Monice,
obcej nieśmiałej dziewczynie –
tak jak ongiś ty powiedziałeś matce ,,Teresa”.

Stałam więc dzisiaj znów przed sklepem jubilera,
czytałam dalszy ciąg naszej przedziwnej historii.
Ten starzec miał w oczach poziom naszego nowego istnienia.

KRZYSZTOF
Jestem dzieckiem mojej matki i w tobie ją także znajduję.
Ojca nie znałem – więc nie wiem, kim winien być mężczyzna.

Czy tak wiele masz z mojej matki, że muszę od niej odejść,
ażeby ją w tobie znajdować? To całkiem nowe życie
i całkiem nowi ludzie: dziękuję ci za to właśnie,
żeś mnie zmusiła, Moniko, ogarnąć moje istnienie
jak niesłychany całokształt, który się uwydatnił
i zarysował przez to, żeś ty stanęła w pobliżu.



MONIKA
Ja jednak lękam się siebie i lękam się także o ciebie.

CHÓR
Ona jednak lęka się siebie i lęka się także o siebie.

MONIKA
Długo przedtem lękałam się ciebie lękając się przy tym o siebie.
Twój ojciec odszedł i poległ, a potem została jedność
- ty byłeś jej rzecznikiem, miłość na ciebie przeszła.
U mnie rodzice żyją jak dwoje obcych ludzi,
nie ma jedności takiej, o jakiej musi się marzyć,
kiedy się życie we dwoje chce przyjąć, a także chce dać.
Czy to nie będzie pomyłka, mój drogi, czy to nie minie?

CHÓR
Czy to nie będzie pomyłka, mój drogi, czy to nie minie?

MONIKA
Czy kiedyś nie odejdziesz tak samo, jak mój ojciec,
który jest w domu obcy – czy ja nie odejdę jak matka,
która stała się obca? Czy ludzka miłość w ogóle
zdolna do tego, by przetrwać całe istnienie człowieka?
Więc to, co mnie teraz przenika, to jest uczucie miłości
- ale przenika mnie także jakieś uczucie przyszłości,
a to jest lęk.


KRZYSZTOF
Musimy się z tym pogodzić, że miłość wplata się w los.

CHÓR
Musimy się z tym pogodzić, że miłość wplata się w los.
Jeśli los nie rozczepi miłości, odnoszą zwycięstwo ludzie.
Lecz nic poza tym – i ponad to także nic.
Tu są granice człowieka.


KRZYSZTOF
Walczyłem tak godzinami, nie mogąc usnąć od rana,
z pokusą jakiejś ucieczki – dziś jednak dłużej nie mogę.
Musimy iść odtąd razem, Moniko, musimy razem,
Choćbym miał odejść od ciebie tak wkrótce, jak ojciec od matki.
Wszystko tamto trzeba pozostawić i tworzyć swój los od początku.
Miłość jest ciągłym wyzwaniem rzucanym nam przez Boga,
Rzucam chyba po to, byśmy sami wyzywali los.

MONIKA

Musimy iść odtąd razem, Krzysztofie, musimy razem,
choćbym miała stać ci się obcą jak moja matka ojcu.
Lękałam się długo miłości dlatego właśnie. Dziś
lękam się jeszcze o miłość, o to wyzwanie człowieka.
Bierzesz przecież dziewczynę trudną, wrażliwą wręcz do przesady.

KRZYSZTOF
Nie mogę przejść obok ciebie. Człowieka nie kocha się za to, że ma nawet ,,łatwy charakter”.

CHÓR
Nie może przejść obok ciebie. Człowieka nie kocha się za to.

KRZYSZTOF
W ogóle za co się kocha?
Za co ja ciebie kocham, Moniko? Nie każ mi odpowiadać.
Nie umiałbym odpowiedzieć.



CHÓR
Miłość wyprzedza swój przedmiot
lub też tak się do niego przybliża, że prawie traci go z oczu.

KRZYSZTOF
To wszystko jest prawda, Moniko. I wiesz, czym najbardziej się cieszyć?
Tym, że mamy jednak tyle prawdy, że jakoś swobodniej czytamy
w gęstwinie tych wszystkich uniesień sprawy zwyczajne.

TERESA
Tego wieczoru musiałam zrozumieć, Andrzeju,
jak bardzo my wszyscy ciążymy nad ich losem.
Oto dziedzictwo Moniki: pęknięcie tamtej miłości
zatrzymało się w niej tak głęboko, że własna miłość
zaczyna się też od pęknięcia. Krzysztof próbuje goić.
W nim przetrwała miłość twoja ku mnie, lecz także twa nieobecność
- lęk miłości do nieobecnego. Lecz to nie jest nasza wina.
Staliśmy się dla nich progiem, poza który przechodzą z wysiłkiem,
by znaleźć się w nowych mieszkaniach – w mieszkaniach własnych dusz.
Dobrze chociaż, jeśli się nie potkną –
Żyjemy w nich bardzo długo.

Oto miejsce, na którym kiedyś staliśmy, tak jak oni
dziś stoją. Patrzyliśmy w witrynę tego dziwnego Sklepu.
Pewne prawdy jakoś nie mijają, powracają do ludzi wciąż.
Ta prawda, która przed laty przyoblekła się w nasze życie.
dziś przyobleka się w nich

Muszę podejść do nich i powiedzieć:
dobry wieczór, Moniko, dobry wieczór, Krzysztofie
(pamiętam, jak kiedyś, Andrzeju, stanąłeś tutaj przy mnie,
jak dyskretnie: naprzód ujrzałam twoje oblicze w szybie,
a potem dopiero odczułam twoją obecność.
Andrzeju, nic nie minęło) –
Muszę więc podejść do nich i powiedzieć tak:
moje dzieci, nic nie minęło, człowiek musi powracać
w to miejsce z którego wyrasta jego istnienie –
a jakże bardzo pragnie, by wyrastało przez miłość.

I wiem, że stary jubiler, który w dzisiejszy wieczór
jest także starszy o te dwadzieścia siedem lat,
patrzył na was tym samym wzrokiem, jakby sondował wam serca,
i określał nowy poziom istnienia przez te obrączki…
Czy w nich się rozmienia na drobne życie starego jubilera,
Napełniając się życiem ludzi, życiem tylu, tylu ludzi.
ja dotąd noszę –

KRZYSZTOF
Kiedy wzięliśmy obrączki, czułem, że ręka ci drżała…
Zapomnieliśmy zwrócić uwagę na twarz tego starego człowieka,
o którym mówiła mi mama: oczy jego mają wiele wyrażać.
To nie jest nasza wina, że niczego my nie wyczytali
w jego wzroku – mówił zaś niewiele i rzeczy skądinąd znane.

Drżenie rąk Moniki powiedziało mi znacznie więcej.
Byłem zupełnie przejęty jej wzruszeniem, a pośrednio moim
przeżyciem jej wzruszenia, bo odebrałem jej w pełni
- i zobaczyłem nas dwoje na dnie tych naszych przeżyć:
ja chyba bardzo ją kocham.

MONIKA
Byliśmy sobą zajęci – jakże można się było oderwać…
On nie uczynił niczego, by nas zafascynować…
po prostu zmierzył obwód palców naprzód, a później obrączek,
jak każdy zwyczajny rzemieślnik. Nie było w tym nawet artyzmu.


TERESA
Przeraziłam się tego jednak…Czyżby stary jubiler
już nie działał mocą swego wzroku i swego słowa?
Czy może oni nie byli zdolni odebrać tej mocy,
jaka kryła się w jego wejrzeniach i słowach? Byliby inni?

Cóż budujecie, dzieci? Jaką spoistość
będą miały te wasze uczucia poza treścią słów
starego jubilera, w którym przebiega sam pion
każdego na świecie małżeństwa?

CHÓR
Cóż budujecie, dzieci? Jaką spoistość
będą miały uczucia?

MONIKA
Myślę o moich rodzicach, myślę o moich rodzicach
- bo oczywiście próbuję wyobrazić sobie, Krzysztofie,
ten dzień naszego ślubu, bardzo często czynię takie próby.
SA one chyba podobne do prób w teatrze:
teatr mej wyobraźni i teatr mojej myśli
Ojciec będzie grał rolę małżonka,
a matka przyjmie tę rolę i do niej dostroi swoją.
Mnie będą męczyć ich twarze…

Ach, kiedyż zaczniemy żyć
życiem nareszcie własnym! I kiedyż wreszcie uwierzę,
że ty nie jesteś jak ojciec! Kiedyż będziesz tylko Krzysztofem,
wolnym od tamtych skojarzeń! Tak bardzo pragnę być twoja,
a przeszkadza mi w tym nieustannie to tylko, że jestem sobą..

KRZYSZTOF
Dziwne były, moja droga mamo, dzieje tej naszej miłości
z Moniką – którą musiałem zdobywać dla niej samej,
a także dla jej rodziców (ci ostatni raczej mnie nie lubią,
choć może jest trochę lepiej…),
a jednak próbowałem wyobrazić sobie wraz z nią
ich udział w naszym ślubie:
przecież jest właśnie inaczej, niż myślisz, i będzie inaczej –
ludzie mają swe głębie, nie tylko maski na twarzach.
Cóż ty wiesz o głębi twej matki i ojca twojego, Stefana?
Kiedy przyjdzie dzień naszego ślubu, wyjdziesz spomiędzy nich –
Ongiś małą dziewczynkę prowadzili oboje za rączki,
a jeszcze dawniej byłaś niemowlęciem
i ojciec twój wracał do pracy
i pytał matki twej, Anny,
czy przybrałaś na wadze, Moniko, i czy masz dobry apetyt,
i cieszył się każdym gramem twojego małego ciałka,
cieszył się twoim snem, a później gaworzeniem
- przy tym sam stawał się dzieckiem.
To wszystko nie mogło minąć
bez reszty.

Więc kiedy przyjdzie dzień naszego ślubu,
ja zjawię się i zabiorę cię spomiędzy nich
człowiekiem dojrzałem do bólu,
do nowego bólu miłości,
do bólu nowego rodzenia
i wszyscy będziemy tak ogromnie radośni,
i wszyscy staniemy na granicy tego,
co się w ludzkim języku nazywa chyba ,, szczęście ”.

TERESA
Krzysztof, mój syn, jest dobry dla Moniki,
jakby pragnął zastąpić jej ojca, którego sam nigdy nie znał,
a ona w swoim mniemaniu tylko straciła –
Gdy nadszedł dzień ich ślubu, rodzice byli oboje
I Monika stała wśród nich ubrana w białą suknię.
A Krzysztof szedł obok mnie, ojca zastąpił mu Adam.
Adam, był tym człowiekiem, co ostatni widział Andrzeja.
Byli razem w tej samej kompanii. Gdy wrócił z frontu,
odwiedził mnie natychmiast i powtarzał różne jego słowa.
Może nawet przejął w swe serce coś z tych wielkich miłości Andrzeja,
bo bardzo pokochał Krzysztofa, który też się do niego przywiązał.

Byłam nawet trochę niespokojna, że może myśli o mnie
i poprosi mnie kiedyś o rękę. Lecz razu pewnego powiedział:

ADAM
Ja jestem chyba po to, by na miejscu każdego człowieka
podejmować dalszy jego los, bo wcześniejszy też we mnie nie zaczął.

TERESA
Nie pojęłam zupełnie tych słów, lecz to wiem, że odtąd się stałam
najzupełniej spokojna –
Byliśmy teraz tak bardzo odświętni i Monika wygląda ślicznie,
a Krzysztof z lekka przybladł. Szli z wolna naprzeciw siebie.
Potem Krzysztof ujął ją pod rękę i zaczęli iść przodem.
( Sklep jubilera został za plecami o pół obrotu w prawo.
Młodzi jeszcze zmienili obrączki – i stąd poszli wziąwszy się za ręce.
Pamiętam – okno tego sklepu niegdyś stało się dziwnym zwierciadłem,
Chłonęło naszą przyszłość aż do tego momentu, w którym
zaczynała się tajemnica. Tajemnica czy niewiadoma?
Nam wystarczyło tyle. Miłość była silniejsza od lęku.
A oni dziś poszli przed siebie. Nie spojrzeli na swoje odbicie
w zwierciadle tej dziwnej szyby, nie sondowali przyszłości.
Tajemnica czy niewiadoma zacznie się dla nich od razu?
Idąc Krzysztof przygarnął jej ramię. Chciał przetworzyć wspomnienia rodziców.

ANNA
Nie przypuszczałam tego nigdy, że spotkam cię tutaj, Adamie.
A może nawet teraz obco brzmi to imię w naszych ustach.
Pamiętasz: wtedy niespodzianie zaczęłaś ze mną rozmowę
właśnie tu –
mówiłeś do mnie: tą ulicą przejdzie Oblubieniec…
Czekałam plącząc się chwilę wśród dziewcząt, co usypiały,
gdy inne niosły lampiony i szły naprzeciw niego.
Więc poszłam z nimi. Gdy nadszedł, spojrzałam mu z bliska w twarz..
To było oblicze Stefana. Chciałam natychmiast uciekać.
Czy myślisz, że pogodziłam się z tym do dzisiaj?
Poczucie dysproporcji nie zanikło we mnie bez reszty.
Nie mogę przybliżyć obu tych twarzy,
Nie mogę ich utożsamić.

CHÓR
Nie może przybliżyć obu tych twarzy,
Nie może ich utożsamić.

ANNA
Czy żyjemy sobą? Chyba nie. Prędzej może żyjemy dziećmi.
Monika jest najtrudniejsza, w niej też zburzyliśmy najwięcej.
Teraz odchodzi od nas. Myślę, że może zbyt wcześnie
- i zabiera z sobą przeświadczenie o winie własnych rodziców
( chyba nawet przez to nas krzywdzi ).
Że musiał mieć twarz Stefana Oblubieniec – to już rozumiem.
Lecz zostałam jedną z panien głupich, której zabrakło oliwy –
i latarnia pali się mizernie, zażywając przy tym prawie każde
włókno mej duszy.

ADAM
Widziałem znów tego wieczoru Annę. Po tylu latach spotkanie z Oblubieńcem było dla niej żywe. Anna weszła na drogę miłości dopełniającej. Trzeba było dopełniać dając i przyjmując w innych proporcjach niż przedtem. Przesilenie nastąpiło właśnie owego wieczoru przed laty. Wtedy wszystko groziło rozbiciem. Nowa miłość mogła się zacząć tylko od spotkania z Oblubieńcem. To, co z niej Anna odczuła, to zrazu było tylko cierpienie. Z biegiem czasu przyszło stopniowe uspokojenie. To zaś, co narastało, wciąż jeszcze trudno uchwytne, a przede wszystkim nie posiadało żadnego ,,smaku” miłości. Kiedyś nauczą się może oboje smakować w tym nowym…
W każdym razie Anna jest bliższa tego niż Stefan.

CHÓR
Nie podejrzewają nawet tej potrzeby, bo ich zaślepia nie tyle siła uczucia – ślepi są raczej przez brak pokory. Jest to brak pokory wobec tego, czym miłość być musi w swej prawdziwej istocie. Im bardziej są tego świadomi, tym mniejsze niebezpieczeństwo. W przeciwnym razie jest ono wielkie: miłość nie wytrzymuje ciśnienia całej rzeczywistości.

ADAM
Ach, jakże mi było żal Anny w ów wieczór przed laty, jakże mi było żal Stefana. Było mi ich wtedy straszliwie żal – o wiele bardziej niż Andrzeja, gdy żegnał się ze mną na froncie odchodząc na swoją pozycję; mówił wtedy ,,nie wrócę”. Pozostało mi tylko przynieść tę wiadomość wdowie i sierocie. Starałem się, jak mogłem, zastąpić Krzysztofowi ojca, za którego nie było mi dane polec.

KTOŚ
Czasem ludzkie istnienie wydaje się za krótkie dla miłości.

CHÓR
Czasem ludzkie istnienie wydaje się za krótkie dla miłości.




ADAM
Kiedy indziej jest jednak odwrotnie: miłość ludzka wydaje mi się za krótka w stosunku do istnienia – a może raczej za płytka.

KTOŚ
W każdym razie każdy człowiek ma do dyspozycji jakieś istnienie i jakąś miłość – jak z tego uczynić sensowny całokształt?
Poza tym całokształt ów nie może być nigdy zamknięty w sobie. Musi być otwarty w ten sposób, by z jednej strony przenosił się na innych ludzi, a z drugiej – żeby zawsze odzwierciedlał absolutne Istnienie i Miłość, by je zawsze w jakiś sposób odzwierciedlał.
To już jest sens ostateczny waszych losów:
Tereso!
Andrzeju!
Anno!
Stefanie!

i waszych:
Moniko!
Krzysztofie!



CHÓR
To wszystko – co było i przeszło lub przechodziło z wolna
w jakiś inny całokształt.
Trudno było oderwać się myślą i sercem od młodych:
Monika i Krzysztof znowu odzwierciedlają w jakiś sposób
absolutne Istnienie i Miłość.
W jaki sposób? Oto jest pytanie, którego nie można postawić
do końca.

TERESA
Nie było już nawet zwierciadła, w którym kiedyś oboje z Andrzejem ujrzeliśmy przyszłość najbliższą.
Ach jubiler już zamknął swój sklep. A oni oboje odeszli.

CHÓR
Czy choć wiedzą, co odzwierciedlają? Czy nie trzeba za nimi pójść? W końcu jednak mają swoje myśli…
Wrócą tu, z pewnością powrócą. Poszli tylko na chwilę rozważyć:
przecież stworzyć coś, co odzwierciedla absolutne Istnienie i Miłość,
to jest chyba najwspanialsza rzecz!
Ale żyje się o tym nie wiedząc!


STEFAN
Ja też raczej nie wiedziałem, o czym mówił Adam,
a potem Teresa, matka Krzysztofa. Jeszcze przedtem
Anna jakby spowiadała się wobec Adama z wielu
Ostatnich lat swego życia.
Ja stanowczo nie rozumiem, co to znaczy ,,odzwierciedlać
absolutne Istnienie i Miłość” –

CHÓR
On stanowczo nie rozumie, co to znaczy ,,odzwierciedlać Miłość”.

STEFAN
ale jeśli Monika chce tak bardzo od nas odejść, to wiem na pewno, że właśnie dlatego: mamy oboje, Anna i ja,
bardzo źle je odzwierciedlamy. To zrozumiałem jasno, to
to mnie także jakoś zabolało.
W każdym razie podszedłem do niej i położyłem
Jej na ramieniu rękę (czego nie uczyniłem już dawno,
dawno). Powiedziałem przy tym takie słowa:
Jaka szkoda, żeśmy od tylu lat nie czuli się dwojgiem dzieci.
Anno, Anno, jak wiele straciliśmy przez to!


CHÓR
Musimy się z tym pogodzić, że miłość wplata się w los.
Jeśli los nie rozczepi miłości, odnoszą zwycięstwo ludzie.
Lecz nic poza tym – i ponad to także nic.
Tu są granice człowieka.