Orlęta lwowskie

 


 

A że tu leżą uczniowie w mundurach,
przeto ten cmentarz jest jak szkoła,
najdziwniejsza szkoła,
w której dzieci jasnowłose  nauczają siwych o tym,
że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie.

Kornel Makuszyński

Orlęta Lwowskie

inscenizacja historyczna

w 91. Rocznicę Odzyskania Niepodległości

Osoby

Milena
Monika
Klaudia K.
Agnieszka
Mariola
Patryk
Ewelina
Justyna
Kasia
Mariola
Iwona
Klaudia R.
Aneta
Dominika
Ola
Kasia
Natalia

Kwiaty Zadwórza czy pamiętacie a d
Tamtą sierpniową letnią noc. E a
Gdy młody harcerz stał na warcie C d
Dbając o swych przyjaciół los. G C E7
Wyszło ich ze Lwowa ponad trzystu; a d
Powstrzymać konnej armii trzon, E a
Obronić Polskę od bolszewizmu C d
Z męstwa zbudować chwały tron E E7 a

Termopile, polskie Termopile C d

Tam ofiara młodej polskiej krwi; G C

Pod kurhanem, we wspólnej mogile a d

Wolna Polska harcerzom się śni. E a

Lasy Zadwórza czy pamiętacie,
Jak pod osłoną waszych drzew,
Biegł do ataku młody harcerz
Od kuli wroga na mchu legł;
Poległo ich tam ponad trzystu,
Ofiara męstwa dała plon,
Gdy dzikie hordy bolszewizmu,
Potknęły się o polski dom.

Trawy Zadwórza czy pamiętacie
Tamten sierpniowy letni zmierzch
Jak rozsiekani bagnetami,
Gdy brakło kul by bronić się
Kresowa ziemio, żyzna bujna,
Zroszona morzem polskiej krwi
Zachowaj pamięć o Zadwórzu
I przypominaj tamte dni.

1.     Orlęta

Mianem Orląt Lwowskich określa się uczniów, studentów, robotników, urzędników, chłopców i dziewczęta, kilku i kilkunastoletnich mieszkańców Lwowa, którzy wobec braku we Lwowie w listopadzie 1918 roku polskich oddziałów wojskowych, wysłanych przez austriackie dowództwo w inne regiony Europy, najpierw praktycznie gołymi rękami, później – już ze zdobytą na wrogu bronią, postanowili wyzwolić swoje miasto przekazane przez ustępujących zaborców wojskowym oddziałom ukraińskim ściągniętym celowo do Lwowa. W sumie w walkach brało udział 1421 młodocianych obrońców, z których najmłodszy miał 9 lat. Jeden z nich 13-letni Antoś Petrykiewicz został najmłodszym w historii kawalerem Orderu Virtuti Militari.

2.

... Na te groby powinni z daleka przychodzić ludzie małej wiary, aby się napełnić wiarą niezłomną, ludzie małego ducha, aby się nadyszeć bohaterstwa. A że tu leżą uczniowie w mundurkach, przeto ten cmentarz jest jak szkółka, w której dzieci jasnowłose, błękitnookie nauczają siwych ludzi o tym, że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie.  

3.

Pożegnanie z matką

Matka: "Cicho, cicho tam, chłopaki najdroższe... Nie należy płakać z żalu, bo pomyśli kto, żeście doprawdy tylko dzieci. Wy! - najwspanialsi żołnierze Rzeczypospolitej... Masz, smyku, jeden z drugim moje serce, bom taka sama nędzarka  jak i ty... Zasadź sobie na grobie, niech ci rośnie... Tylko nie płacz, bekso z siedmioma kulami w piersi.”

 

4. Syn:

O mamo, otrzyj oczy

 Z uśmiechem do mnie mów,

 Ta krew, co z piersi broczy —

 Ta krew — to za nasz Lwów!...

 Ja biłem się tak samo

 Jak starsi — mamo, chwal!...

 Tylko mi Ciebie, mamo,

 Tylko mi Polski żal!...

 Z prawdziwym karabinem

 U pierwszych stałem czat...

 O, nie płacz nad twym synem,

 Co za Ojczyznę padł!...

 Z krwawą na kurtce plamą

 Odchodzę dumny w dal...

 Tylko mi Ciebie, mamo,

 Tylko mi Polski żal...

 Mamo, czy jesteś ze mną?

 Nie słyszę Twoich słów —

 W oczach mi trochę ciemno...

 Obroniliśmy Lwów!

 Zostaniesz biedna sama...

 Baczność! Za Lwów! Cel! Pal!

 Tylko mi Ciebie, mamo,

 Tylko mi Polski żal!...

5.

Pożegnanie z ojcem

Ojciec:

I złotokręgi zdobyli wieczności

Szlakiem zwycięskich dróg

I tam odeszli, skąd losy przyszłości

Narodom kreśli Bóg!

I ślą z tych wyżyn w ojczyste przestrzenie

Ten tryumfalny zew:

 

6. Syn:

"Dla Ciebie, Polsko, czyny, trud, istnienie

I krwi ofiarnej zlew!"

 

7. Pożegnanie z przyjaciółmi

Hej, koledzy, dajcie ręce,
Może was nie ujrzę więcej,
Może padnę ciężko ranny
I dostanę krzyż drewniany.

 

8. Pożegnanie z dziewczyną

-Czemu płaczesz, ukochana?

Być żołnierzem - rzecz cacana:

Mundur z igły, guzik błyszczy,

Pół cetnara mam w tornistrzy.

      Patrz na tego manlichera:

      Każdy żołnierz nie umiera!

      Wtedy luba płacz,

      Wtedy luba cierp,

      Gdy mnie zgładzi jaki Serb!

9. Pożegnanie z wychowawczynią

Nauczycielka:

Oni wzniecili skry Ducha w narodzie,

Krwią uświęcili broń,

I w niewstrzymanym szeregów pochodzie

Wroga skruszyli dłoń.

10. Uczeń:

- "Ziemi Czerwieńskiej nie damy nikomu,

- "Lwów musi naszym być!

- "I założymy twierdzę w każdym domu,

- "W redutach będziem żyć!"

11. Pożegnanie z Miastem

W mieście Umarłym, w zmierzch i rano
przywarowani w rząd u bram,
wartę pełnimy nieprzerwaną
za Miasto Żywe, dane - wam.

Ten szereg mogił, co w mgłach drzemie,
wtulony w drobne -palce traw,
to nasze - lwowskie - akademie -
To szereg naszych szkolnych ław!

Masz polski mundur dziś, kadecie?
W polskiej ci mowie rozkaz padl?
Jam za twój mundur - na bagnecie
pierś jak czerwony rozdarł szmat.

Czytasz, kolego, w starych kartach,
ważysz w swej myśli mądrość ksiąg?
Twa księga - jeszcze nie otwarta -
z moich zmiażdżonych padła rąk...

Patrzysz w zachwycie, na kolanach,
w swój twór, wstający w słońca skrach?
Jam za tę chwilę skonał w ranach,
a oczy moje zamknął -piach...

Grzmią pieśni wasze, huczy mowa,
tryska studencki, ukośny śmiech -
za nasze, w gardła wbite słowa!
Za naszą - w bruki wsiąkła krew.

Z grud mogił naszych wasze domy,
wasz wawrzyn - w naszych trumnach tkwi!
A pieczętuje wam dyplomy
rektorat nasz - sygnetem krwi.

W mieście Umarłym, w skwar i w chłody,
patrzący Bogu twarzą w twarz,
za żywe Miasto Polski młodej
pełnimy wieczną, hardą straż...

12. Orlęta Lwowa – wystąpcie do Apelu:

13. Kukawski Jaś. Najmłodszy obrońco Lwowa. Miałeś zaledwie 9 lat. Twój karabin był większy od ciebie.

14. Jabłoński Tadeusz, lat 14, uczeń trzeciej klasy gimnazjalnej, wykradłeś się z domu, aby dostać się do polskich szeregów, padłeś w ataku na Szkołę Kadecką 18 listopada 1918.

15. szer. Kozłowska Stefania, lat 17, modniarka, sanitariuszka, Zginęłaś 31.I.1919 na Persenkówce

Dwa koniki, wóz chłopski, a na nim trumienka
z jasnych tarcic sosnowych, toporem ciosana,
wianuszkiem polnych kwiatów ubogo ubrana -
Tak się w podróż ostatnią wybrała panienka!
Za trumną ani matka mdleje zapłakana,
ani ojciec mężnie idzie, choć mu serce pęka,
ni brat, ni narzeczony... nikt!... tylko broń szczęka,
którą rota kobieca niesie zadumana.
I tylko lwowskie słońce na wieko tej trumny
swoje łzy promieniste z pod stóp Bożych roni,
tylko wiatr, jak pies, za tym wozem goni
i skomleniem objawia swój ból bezrozumny.
...Dwa koniki, wóz chłopski, a nim trumienka,
Tak się w podróż ostatnią, wybrała panienka.

16. szer. Petrykiewicz Antoni, lat 13, uczeń II klasy gimnazjum byłeś ranny 23.XII. na Persenkówce, zginąłeś 16.I.1919 r

Zacznę od Ciebie Antosiu, jednego z najmłodszych pacholąt między lwowskimi bohaterami. Miałeś lat 13 i byłeś uczniem drugiej kłosy gimnazjalnej. Wtedy w tej klasie nie uczono jeszcze oficjalnie historii polskiej, tylko mówiono Ci o bohaterach greckich i rzymskich. Ale o polskich bohaterach także wiedziałeś. Nawet dużo! Wiedziałeś o naszych walkach o niepodległość i jak wszyscy Twoi koledzy, zapewne marzyłeś o powstaniu, aby w nim wziąć udział. Tak bowiem jakoś dziwnie ta "austriacka" szkoła wychowywała, że nie potrafiła wychować dobrego, lojalnego austriaka, tylko buntownika. Gdy więc padły pierwsze strzały ruskie we Lwowie, a odpowiedziały im jazgotliwie polskie, chwyciłeś, malcze, za karabin i stanąłeś u boku "straceńca" Abrahama, na Górze Stracenia. Na Persenkówce raniono Cię ciężko, podobnie jak chorążego, akademika. Dopiero wtedy wypuściłeś z ręki karabin i bryznąłeś gorącą krwią na zlodowaciały śnieg. Męczyłeś się jeszcze trzy tygodnie w szpitalu w strasznych cierpieniach, zanim od nich nie uwolniła Cię śmierć. Gdy patrzę no Twą twarzyczkę, wyglądającą z kołnierza mundurka gimnazjalnego, prawie razi mnie na Twej głowie wojskowa furażerka. Gdybyś śmiercią swa nie wykazał był, że byłeś nie gorszym żołnierzem od setek którzy walczyli i umierali na Persenkówce, podejrzewałbym, że sfotografowano Cię w parku Stryjskim bawiącego się w żołnierza z innymi dziećmi.

 

17. szer. Bitschan Jerzy, lat 14, uczeń VI klasy gimnazjum Jordana, zginąłeś 21.XI.1918

Miałeś lat 14 i zginąłeś od dwóch eksplodujących, ruskich pocisków, dnia 21 listopada na cmentarzu Łyczakowskim, przy odsieczy Lwowa. Twój ówczesny dowódca, por. Petry, zapewnia, że począwszy od wieczora 20 listopada aż do rana 21 listopada i jeszcze później stałeś bez przerwy na posterunku, a ostatnie godziny swego życia strzelałeś, ostrzeliwany przez nieprzyjaciela. Gdy padłeś, matka Twoja, Aleksandra Zagórska, nie mogła Ci zamknąć powiek, gdyż jako komendantka Ochot. Legii Kobiet walczyła na innym odcinku.

W niebie kochają wszyscy tego chłopaczka ślicznego, a Pan Bóg przechodząc, zawsze go po głowie pogładzi. Któż nie zna jego historii? Miał czternaście lat, kiedy napisał do ojca taki list: "Kochany Tatusiu! Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę tyle sił, by służyć i wytrzymać. Obowiązkiem moim Jest iść, i gdy mam dość sił, bo braknie ciągle ludzi do wyswobodzenia Lwowa. Jerzy". O Jureczku, Jureczku! Wszyscyśmy załamali ręce, a "twoim obowiązkiem" była śmierć. Chłopczyku jedyny. Niech najbardziej złocisty promyczek słońca padnie dzisiaj na twoją mogiłę, a twojej Mamusi niech anioł otrze z oczów łzy. Niech cię Matka Boska przygarnie do siebie jak Matka i niech całuje twoje oczęta.

18.

Mamo najdroższa bądź zdrowa!

Do braci idę w bój;

Twoje uczyły mnie słowa,

Nauczył przykład Twój.

Pisząc to Jurek drżał cały,

Już w Mieście walczył wróg...

Huczą armaty, grzmią strzały,

Lecz Jurek nie zna trwóg.

Wymknął się z domu, biegł śmiało,

Gdzie bratni szereg siał,

Chwycił karabin w dłoń małą,

Wymierzył celny strzał.

Toczy się walka zacięta...

Obfity śmierci plon,

Biją się lwowskie Orlęta,

Ze wszystkich Lwowa stron.

Bije się Jurek w szeregu,

Cmentarnych broni wzgórz...

Krew się czerwieni na śniegu,

Lecz cóż tam krew, ach cóż!

Żywi walczyli do rana,

Do złotych słońca zórz,

Ale bez Jurka Bitschana,

Bo Jurek nie żył już...

19. Jabłoński Tadzik, lat 14, uczeń trzeciej klasy gimnazjalnej, wykradłeś się z domu i aby dostać się do polskich szeregów, przemknąłeś się przez linię bojową. Dobiwszy się do swoich, szedłeś zawsze w pierwszym szeregu, nawet bez rozkazu, gdyż - jak mówiłeś swoim towarzyszom, "chciałbyś być jak najbliżej mamy", która pozostała w części miasta, zajętej przez Rusinów. Ale nigdy już nie zobaczyłeś Mamy i nie dobiłeś się do jej domu, gdyż padłeś w ataku na Szkołę Kadecką 18 listopada 1918.

 

20.  A obok patrzy na mnie  Miecio Ateński, poważny i smutny. Służył w karabinach maszynowych i poległ pod Dublanomi. Miał szesnaście lat. Stefek Fok, Jan Grabski, Zygmunt Gliński, Stefan Haraszkiewicz, Tadeusz Jaszcz - razem mają coś sześćdziesiąt parę lat. Śmierć wzięła ich w ramiona, płacząc. A cóż ty robisz na tym wielkim cmentarzu, mały chłopczyku, który się zowiesz Wilhelm Haluza? A ileż ty masz lat? Już piętnaście? Dziecino, dziecino. Twoje serce, kulami karabinów maszynowych podziurawione, ma tyle lat, co największe bohaterstwo. O, jakiś ty śliczny na obrazku, jaki dobry. Twój kolega, Tadzio Jabłoński, wiesz co uczynił? Miał czternaście lat i tak jak ty też uciekł z domu. Walczył jak bohater, bo mówił, że chce, aby się linia bojowa "prędzej do mamy zbliżyła", l zginął tak jak ty, tak ty... I Kornella Ludwiczek zginął i Włodek Krysakowski i Stach Lorenz. A Franka Manowardę de Jana, co miał piętnaście lat, zamordowali Ukraincy w Dawidowie. A Edward Mikołajski padł pod pocztą.

 

21. Dufrat Jaś (lat 12), byłeś w wieku trzech poprzednich i byłeś uczniem szkoły wydziałowej, a więc wyższej klasy obecnej szkoły powszechnej. Poległeś 9 listopada 1918 roku.

 

22.  Michalewski Adaś, lat 14, uczeń IV klasy gimn. Nie leżysz na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Nie walczyłeś wprawdzie w obronie Lwowa z bronią w ręku, ale poniosłeś śmierć dlatego, że byłeś Polakiem. Znalazłszy stary, zepsuty rewolwer, bawiłeś się nim z innymi kolegami. Ktoś cię zadenuncjował. Patrol ruski wyrwał Cięz rąk matki i jak psiaka zastrzelił pod murem kamienicy, przy ul. Zyblikiewicza l. 7. Gdybyś nie był Polakiem, byłbyś chyba żył do dzisiaj.

23. Któż spamięta, ile was tam było i w jakim wieku? Wszak i taki był, który miał zaledwie ponad dziesięć lat, lwiątko płowe. Iluż was tam było mniejszych od karabinu, to tylko Bóg jeden wie, który was przygarnął z miłością niezmierną, was i tych wszystkich towarzyszów waszych wąsatych i na wojnie bywałych, szewców, krawców, ślusarzy i te panienki, których nikt nie ucałował jeszcze tylko matka śmierć. Oto Bentschówna Irena - z ojca Niemca - kiedy się oddział cofa, chwyta za karabin i z wołaniem: "Bracia za mną naprzód!" - ginie, ugodzona kulą; Cholewianka Zofia - "szeregowiec legii kobiet" - ginie śmiercią nojcudowniejszą, Grabska Helena - uczennica, panienka słodka, poległa z bratem swoim Janem; Janina Prus-Niewiadomska oczyma niewinnymi z wieczności patrząca, padła od kuli, ratując rannego żołnierza; Sulimirska Felicja, taka śliczna, że się jasno czyni od spojrzenia jej na obrazku, padła od kuli; Zofia Kościesza Wrońska walczyła w pierwszym szeregu jako "żołnierz l baonu 2 kompanii szturmowej" i kule ją posiekły, dziewczynę słodką.

Zdumiona była Śmierć i przerażona, nie nawykła, aby na pobojowisku zbierać dziewczęta. Lecz, że się to działo we Lwowie, nie było się czemu dziwić. Raczej co inne zdumieć ją powinno: oto czasem padali żołnierze, co bez głosu szli w bój i bez głosu umierali, śmiercią zacięci niemą. Takich żołnierzy nie widziała nawet ona - Śmierć. To byli lwowscy - głuchoniemi.

24. Ostatnie Orlę Lwowskie – mjr Aleksander Sałacki, zmarł 5 kwietnia 2008 r., mając 104 lata.

25. Na Cmentarzu Orląt

Przychodzimy tu często, gdyż czujemy się tu między swoimi. Nie, aby zadość uczynić banalnemu zwyczajowi. Ale, aby wypłakać się, wyżalić, że nas, starszych, może już zgrzybianych, pozostawili żywych, odchodząc nas prawie w dzieciństwie, aby ostatki naszego życia upłynęły nam na ziemi ojców. Pocieszamy się wprawdzie, ze zginęli za świętą sprawę. Ale nikt nas chyba z żyjących nie potępi, gdy w pewnych chwilach wolelibyśmy mieć naszych, ukochanych zmarłych przy sobie - żywych, choć bez chwały męczeństwa, niż płakać za nimi, przedwczesnymi bohaterami. Sercu przecież ojca i matki nie łatwo się pocieszyć aureola bohaterstwa - nieżyjącego, drogiego dziecka...

Więc tutaj? Tutaj leżą dzieci bohaterskie, najdumniejsze dzieci świata, śmiercią pobite w obronie najdroższego swojego miasta. Rówieśnicy moi i młodsi ode mnie... Uczniaki... Chłopcy i dziewczęta. O, Jezus Maria! Śmierć chyba musiała płakać, kiedy tuliła do siebie dzieci płomiennookie, co z martwych rącząt nie chciały wypuścić karabinów. Szliśmy drożynami wśród tych najdziwniejszych grobów na świecie. Usiedliśmy potem na stopniu kamiennego pomnika chwały, który jest wspólnym pomnikiem tej armii dziecięcej i strzeże ich grobów jak kamienna wieża.

 

26.  Był jednak czas, kiedy ci, co leżą w niepoliczonych lwowskich grobach, musieli uczynić rzecz wielką i sprawiedliwą. Zrozpaczeni widząc, że niczego nie dokażą sercem, musieli walczyć "jasnym mieczem państwa". Podpisali swoją krwią manifest o nienaruszalności granic, a granice wytyczyli kopcami swoich grobów. Walczyli na śmierć wbrew nadziei, aby zaświadczyć, że idea jest nieśmiertelna i że wobec niej niczym jest ofiara życia. A tą ideą, chłopcze, była całość i wielkość Ojczyzny. Ukochanie każdej grudki jej ziemi, bo jest ona użyźniona naszym trudem i krwią, wzruszona jak lemieszem, nie umęczona pracą wieków. Nawet te dzieci wiedziały o tym nauczone przez własne matki. I one, te dzieci, co szły na śmierć, aby starym pomóc żołnierzom, dziadkom swoim i ojcom, nauczyły nas wiary w nadprzyrodzoną moc ducha.

Dlatego tak czcimy tych rycerzyków malutkich, tych męczenników za całość Ojczyzny, że nie utracili nadziei, że pokonali rozpacz, że zamiast płakać - walczyli, że walcząc -ginęli, i że na wieki wieków utrwalili w tych, co pozostali żywi, wiarę w wolę zwycięstwa.

Wciąż mi się zdaje, że te chłopaki patrzą jarzącymi się oczyma, czy wśród nas, starych, żyje to, co oni zbudzili swoją śmiercią? Wiesz, dziecko moje, że ten cmentarz, jakiego drugiego nie ma na całym świecie, jest jak gdyby szkołą. Pod opieką swoich wodzów, których groby ot tam, w kamiennym tłoczą się szeregu, leżą tutaj uczniowie w mundurkach, więc to szkoła, w której dzieci nauczają siwych ludzi, takich jak ja, że z takiej bohaterskiej śmierci najbujniej wyrasta życie!

 

27.

A wy, cudowne Matki lwowskie, wspaniałe w bólu swoim i dumne ze swej męki, szepnijcie dziś najdroższym swoim grobom i synaczkom swoim, że sterana dusza moja i serce, zgryzotami pomięte, napełniło się dziś jasnością i niezmierną miłością tych grobów radosnych i promienistych; a niejedno w nich chłopię uśmiechnie się i szepnie: "nie płacz, mateczko moja... patrz jak nas wielbi i kocha ten człowiek!"